Ból – czy mózg potrafi zapamiętać ból, czy można manipulować bólem, jakie są stopnie bólu?

Jedynie mózg, który odpowiada za przetwarzanie bólu oraz wątroba nie odczuwają bólu, bo nie mają receptorów bólowych. Ponad 3 mln nocyceptorów przewodzą ból do mózgu nawet z prędkością 100 km/h, wysyłając tym samym sygnał alarmowy. Podczas odczucia bólu mózg reaguje w ułamku sekundy i wydziela narkotyk: opiorfinę, która jak potwierdzają testy, działa sześciokrotnie mocniej od morfiny.

Różne poziomy bólu:

  • POZIOM BÓLU 2: OTARCIE – odczuwa się go przez kilka minut, bo podczas otarcia aktywują się tylko receptory w górnych warstwach skóry i sygnał jest słabszy, dlatego mózg uznaje to za obrażenie nie stanowiące zagrożenia.
  • POZIOM BÓLU 4: ZŁAMANIE NOSA – jest określane jako: „ogromne ciśnienie, które jednak szybko ustępuje”, ze względu na to znajduje się tylko na poziomie czwartym
  • POZIOM BÓLU 8: PORÓD – jego wysoki poziom wynika przede wszystkim z tego, że może się utrzymywać przez wiele godzin, rzadko jakiś inny bólu jest tak gwałtownie odczuwany jak poród, taki sam poziom bólu ma MIGRENA
  • POZIOM BÓLU 10: ZĘBY – są najwrażliwszą częścią naszego ciała, gdyż każdy ząb zawiera tysiące receptorów bólowych

Czy mózg potrafi zapamiętać ból?

  • Kiedyś było mitem uznawanie, że mózg potrafi zapamiętać ból, teraz jest to naukowa potwierdzona diagnoza. Szczególnie dotyczy to bardzo trudnych zabiegów chirurgicznych, gdzie oprócz narkozy zaleca się znieczulanie nerwów, aby sygnały bólu nie dochodziły do mózgu. Są przypadki, gdzie po takich operacjach, np. amputacja nogi, ludzie odczuwają ból mimo braku nogi.

Czy można manipulować bólem?

  • Tak. Wiele razy słyszymy o placebo, to nic innego jak manipulacja bólem. Istnieje wiele eksperymentów, które to potwierdzają. Jeżeli powiemy komuś, że maść, którą mu dajemy działa przeciwbólowo, po jej zastosowaniu będzie odczuwał mniejsze dolegliwości(mimo że nie daje ona żadnych efektów) – to jest placebo, jest jeszcze – nocebo – wmawianie komuś, że coś będzie boleć, wtedy dolegliwości rosną.

Dlaczego odczuwamy ukąszenie komara, a nie czujemy rozwijającego się w naszym ciele nowotworu?

  • Ukłucie owada powoduje naruszenie tkanki, a nowotwór jest początkowo zlepkiem komórek. Dopóki komórki dzielą się w niekontrolowany sposób, nie powodują cierpienia. Dopiero kiedy zaczynają przenikać do otaczającej tkanki, wysyłany jest sygnał alarmowy.

Czy kolory i obecność bliskiej osoby mogą wpływać na odczuwanie bólu?

  • Tak, naukowcy ustalili, że ból utrzymuje się dłużej przy zastosowaniu czerwonego opatrunku, a krócej przy opatrunku niebieskim. Nasz mózg łączy kolor czerwony z krwią.
  • Obecność bliskich nam osób lub osób z autorytetem powoduje zmniejszenie cierpienia, ma działanie kojące.Może dodać motywacji, sił do walki z chorobą.

Czy ból może uratować życie?

  • Centrum naszego bólu potrafi w ułamku sekundy wyprodukować gigantyczną ilość środków odurzających. Im silniejsze są sygnały bólu, tym nasze ciało wytwarza intensywniejsze substancje odurzające. W sytuacjach zagrożenie życia dochodzi do wytworzenia narkotyku, który tłumi uczucie bólu oraz do wydzielania adrenaliny, która podwyższa sprawność osoby będącej w niebezpieczeństwie. Daje nam to szanse na uratowanie sobie życia.

Zabójcze rośliny, jak je rozpoznać, jakie są pierwsze objawy po kontakcie z nimi? Cz.1

Zabójcy kojarzą nam się ze złymi ludźmi, którymi często kierują złe emocje, jednak nie tylko ze strony ludzi jesteśmy narażeni na niebezpieczeństwo utraty zdrowia, czy życia. Inni zabójcy ozdabiają nasze ogródki, kwitną na łąkach a także w rowach. Z pozoru wyglądają niegroźnie, czasami nawet bardzo ładnie i smakowicie, jednak zawierają śmiertelnie niebezpieczne toksyny.

Cis pospolity - gałązki z owocami_normal

CIS - zwany wiecznie zieloną śmiercią, zatrzymanie akcji serca następuje już po 90 min! PRAWIE wszystkie części cisu zawierają duże ilości trucizn(głównie alkaloid – taksyna). OBJAWY: występują już po godzinie – silne bóle brzucha, wymioty, później zawroty głowy, zaburzenia akcji serca, drgawki, śmierć. Nawet 50g igieł cisu jest dawką śmiertelną dla dorosłej osoby, a dla półtonowego zwierzęcia wystarczy 250g, bo nie tylko ludzie padają jego ofiarą, ale też konie.

Oleander

OLEANDER – jego liście są wyjątkowo gorzkie; dorosły człowiek może zginąć po 4 g liści oleandra, natomiast dla dziecka nawet jeden liść może okazać się śmiertelny. OBJAWY: brak czucia w ustach, później wymioty, zaburzenia pracy serca i duszności, śmierć następuje w ciągu 2-3 godzin po spożyciu. W Polsce sporadycznie zatruwają się nim psy – weterynarze są wtedy bezradni. W średniowieczu soku oleandra używano do tępienia myszy i pasożytów.

pokrzykPOKRZYK WILCZA JAGODA - dziesięć owoców wilczej jagody wystarczy, żeby zabić dorosłego człowieka; jedna, żeby doprowadzić do zgonu dziecka! Zgon następuje w wyniku porażenia oddechu. Co ciekawe niektóre zwierzęta, np. kozy i bażanty są odporne na działanie zawartej w wilczej jagodzie atropiny, dlatego mogą jeść wilcze jagody bez ryzyka. Amerykańscy żołnierze noszą specjalne ampułkostrzykawki z siarczanem atropiny – to odtrutka na wypadek ataku gazami bojowymi.

1798329-rozkwitająca-cykutaSZCZWÓŁ PLAMISTY – inaczej cykuta, która jest ekstraktem ze szczwołu plamistego, użyta do zabicia Sokratesa, polska nazwa: szalej jadowity(spokrewniony ze szczwołem). Wszystkie części rośliny zawierają trujące alkaloidy. OBJAWY: wymioty, zdezorientowanie, spłycenie oddechu, paraliż mięśni, hiperwentylacja, przyspieszony puls i oddawanie moczu, śpiączka i śmierć. Zgon następuje w męczarniach, w czasie krótszym niż 3 godziny.

zimowitZIMOWIT JESIENNY – wiosną przypomina czosnek niedźwiedzi, który jest dodawany m.in. do pesto i pierożków ravioli – pomyłka może być tragiczna w skutkach! Dawka śmiertelna dla dorosłej osoby to 0,08 mg na kilogram masy ciała. OBJAWY: uczucie pieczenia w ustach, ból brzucha, biegunka, wymioty, później obniżenie temperatury ciała i ciśnienia krwi, śmierć następuje w wyniku paraliżu oddechowego i niewydolności wielonarządowej. Niestety pierwsze objawy pojawiają się dopiero po kilku godzinach, kiedy zwykle jest już za późno na ratunek.

gonia_barszcz_sosnowskiegoBARSZCZ KAUKASKI – inaczej parzący barszcz, barszcz Sosnowskiego i Mantegazziego, coraz częściej można je spotkać na naszych łąkach. Wystarczy jedno dotknięcie, aby doszło do zatrucia! W ich soku zawarte są furanokumaryny, które po zetknięciu ze skórą wystawioną na działanie światła słonecznego powodują oparzenia II i III stopnia. Ta roślina może osiągać nawet od 5 do 7 metrów.

 

konwalieKONWALIA MAJOWA – kwitnie głównie w maju i czerwcu, każda część tej rośliny jest trująca, zarówno świeża jak i wysuszona, jednak zjedzenie kwiatka czy liścia konwalii jest rzadko spotykane, więc do zatruć najczęściej dochodzi poprzez wypicie wody, w której stały owe kwiaty. OBJAWY: wymioty, biegunka, częstsze oddawanie moczu, zawroty głowy, omamy, majaczenie, kłucie w klatce piersiowej, co dalej prowadzi do zgonu, poprzez zaburzenia rytmu serca. Nie każdy o tym wie, ale konwalia owocuje, jej owoce są czerwone, wielkością przypominają jagody(i też są trujące!), ten proces zachodzi w sierpniu i we wrześniu.

Przy okazji zapraszam do polubienia na FB, aby być na bieżąco: 
https://www.facebook.com/pages/Najlepsze-Porady/470126483123156
 :)

Sen – podstawą prawidłowego funkcjonowania naszego organizmu! Jakie są przyczyny bezsenności?

Często borykamy się z problemem bezsenności, choć wydaje nam się, że dużo zrobiliśmy danego dnia, więc powinniśmy padać ze zmęczenia, a jednak kładziemy się o 24, co chwilę zerkając na zegarek, aż robi się 2:30. Co za tym stoi? Otóż powodów może być kilka:

  • WŚCIEKŁOŚĆ – jeżeli jesteśmy na kogoś zdenerwowani, czujemy się źle w związku, musimy pozbyć się tego problemu, abyśmy mogli spokojnie zasypiać każdej nocy, chwilo może pomóc krótki bieg (nawet w domu), uderzenie w worek treningowy, jednak złości nie można w sobie tłumić, więc taki problem najlepiej jak najszybciej rozwiązać.
  • STRACH - pierwszy dzień szkoły, pracy, czyli to co może nas przerażać, boimy się, że stracimy bliską osobę, że mimo starań nie potrafimy zapewnić bytu swojej rodzinie. Najczęściej na nasze nieszczęście Strach przychodzi, kiedy próbujemy zasnąć, ponieważ wtedy nie myśli o codziennych czynnościach (praca, sprzątanie, gotowanie, prasowanie, robienie zakupów, szkoła), zostajemy sam na sam ze swoimi Myślami i się nakręcamy.
  • GRYZĄCE SUMIENIE – zrobiliśmy coś, co nam się nie podoba, nikt o tym nie wie i to nas dręczy, zżera nas poczucie winy, w tym wypadku również musimy stanąć z problemem ‚twarzą w twarz’.
  • ZAMARTWIANIE SIĘ – może to być konflikt w pracy, związku, trudna sytuacja finansowa, tutaj może pomóc rozmowa z przyjacielem, bliską osobą, ważne, by nie trzymać tego w sobie, czasami trzeba po prostu się komuś wyżalić.

Co może pomóc? 

  • Czytanie książek, wietrzenie pokoju przed pójściem spać, szklanka ciepłego mleka, słuchanie relaksacyjnej muzyki, unikanie wysiłku fizycznego lub grania w gry przed położeniem się, bo to pobudza.

Pamiętajmy, aby nasz organizm prawidłowo funkcjonował potrzebuje 7-8 godzin snu. Ciężko jest nadrobić niedobór snu, dlatego naprawdę warto dbać o nasz sen.

Eksperyment więzienny – Zimbardo!

„To ludzie ludziom zgotowali ten los…”

Pewnie wiele osób już o tym słyszało, ale warto o tym wspomnieć, bo jest to bardzo ciekawe jak ludzie, bliscy sobie, potrafią zmienić się w bestie po kilku dniach.

Cele eksperymentu według Zimbardo:

  1. Skonfrontowanie tezy o radykalnej zmianie zachowania (skłonności do ogromnego okrucieństwa) zwyczajnych ludzi, kiedy stają się anonimowi i mogą traktować innych przedmiotowo.
  2. Zbadanie wpływu otoczenia, autorytetu, solidarności grupowej oraz konkretnej sytuacji na działania jednostek

Wszystko działo się w 1971 roku, pod przewodnictwem Philipa Zimbardo, na Uniwersytecie w Stanfordzie. Ogólnie rzecz biorąc eksperyment miał polegać na symulacji życia więziennego, wybrano 24 studentów spośród 70 osób bez przeszłości kryminalnej, problemów zdrowotnych i psychicznych. Podzielono ich na dwie grupy: strażników i więźniów, oczywiście mieli za to płacone(86$ dziennie). Piwnica Uniwersytetu robiła za więzienie,  została odpowiednio przerobiona, kraty w drzwiach, oknach, rozmowy więźniów były podsłuchiwane.

9 strażników pracowało trójkami w czasie 8-godzinnych zmian (z możliwością wezwania wsparcia). Trzy cele mieściły po trzech więźniów. Pozostali uczestnicy mieli zostać wezwani w razie potrzeby. Uczestnicy eksperymentu zostali poinformowani, że w razie wytypowania ich na więźniów będą otrzymywali minimalne racje żywnościowe a część ich praw obywatelskich zostanie ograniczona.

ZATRZYMANIE

Pierwszy dzień w niczym nie przypominał eksperymentu naukowego. Nieświadomi uczestnicy projektu (więźniowie) zostali aresztowani przez policję we własnych domach. Przedstawiono im zarzuty (napad z bronią w ręku i włamanie), odczytano prawa i skutych kajdankami odwieziono do pobliskiego komisariatu (policja zgodziła się współpracować z badaczami). Na miejscu ich spisano, zdjęto odciski palców i zamknięto w celi, przewiązując uprzednio oczy.

„Więźniowie” zostali odeskortowani do „piwniczego więzienia”, gdzie po przywitaniu przez naczelnika i powtórzeniu ciążących na nich zarzutów, zostali dokładnie przeszukani i rozebrani do naga. Następnie poddano ich procesowi odwszenia za pomocą aerozolu.

ŻYCIE W WIĘZIENIU

Następnie zostali ubrani w długie koszule z nr identyfikacyjnymi po obu stronach, do nogi został im przywiązany ciężki łańcuch, mogli się zwracać do siebie tylko po numerze z koszulki. Czapką była damska pończocha, ten strój miał ich maksymalnie upokorzyć. Do strażników musieli się zwracać: „Panie oficerze penitencjarny”, początkowo więźniowie nie byli im posłuszni, popularną formą karania były pompki z kolegą z celi na plecach lub z nogą na plecach.

Drugiego dnia eksperymentu wybuchł bunt, strażnicy potraktowali ich gaśnicą z dwutlenkiem węgla, wszyscy zostali rozebrani, zabrano im łóżka, a inicjatorów buntu zamknięte w izolatkach, innym odebrano posiłki. Stworzono wtedy „celę dla uprzywilejowanych”, mogli tam myć zęby, brać kąpiele, lepsze posiłki, po połowie dnia „uprzywilejowanych” więźniów wysłano z powrotem do cel, a na ich miejsce wsadzono inicjatorów buntu. Była to zagrywka psychologiczna, więźniowie podejrzewali się o współpracę ze strażnikami, całkowicie się podzielili, a strażnicy zjednoczyli.

Strażnicy wybierali coraz to surowsze kary, możliwość wychodzenia do toalety zależała od ich humoru, po godzinie 22 korzystali z wiader w celi, które czasem nawet nie były opróżniane, największą bezwzględnością wykazywali się po zmroku, myśląc, że nikt ich nie obserwuje.

Więzień nr 8612 delikatnie mówiąc zwariował, na jednym z odliczań krzyknął: „nie możecie stąd wyjść, nie da się przerwać eksperymentu” Badacze go wypuścili, jednak wśród więźniów umocniło się przekonanie, że to nie eksperyment tylko prawdziwe więzienie.

ODWIEDZINY BLISKICH

Wszystko miało wyglądać jak w prawdziwym więzieniu, cele wysprzątane, na widzeniu mogły być tylko 2 osoby, miały 10 minut w obecności strażnika, należy dodać, że na widzenie trzeba było dostać zezwolenie od naczelnika więzienia (Zimbardo). Odwiedzający widzieli zły stan swoich bliskich, ale nie reagowali, kierując się autorytetem profesora.

PLAN UCIECZKI I ZEMSTA

Jeden ze strażników podsłuchał rozmowę więźniów o tym, że więzień o nr 8612 ma zebrać grupkę przyjaciół i ich uwolnić, ostatecznie nic takiego nie miało miejsca, jednak strażnicy nasilili swoje prześladowania wobec więźniów, kazano im myć muszle klozetowe gołymi rękoma, robić pompki, pajacyki nawet przez kilka godzin.

Można by to opisywać i opisywać i opisywać, była jeszcze wizyta księdza i zwolnienia warunkowe. Jednak co najważniejsze, EKSPERYMENT PRZERWANO już szóstego dnia!

Powody były dwa:  Strażnicy zaczęli dopuszczać się coraz bardziej gorszących praktyk, m.in. zmuszając więźniów do symulowania aktów homoseksualnych. Ponadto Christiana Maslach, późniejsza żona Zimbardo, doktor ze Stanfordu, stanowczo sprzeciwiła się eksperymentowi po tym, jak przeanalizowała jego zgubny wpływ na psychikę więźniów.

Najważniejsze, czyli WNIOSKI:

Amerykański psycholog tym samym udowodnił, że ludzie zdrowi psychicznie w specyficznych warunkach wcielają się w role oprawców i ofiar. Powodów takich zachowań upatruje on nie w zaburzeniach ludzkiej psychiki, lecz we wpływie otoczenia na jednostkę. Przez następne lata uczestnicy byli obserwowani – eksperyment nie wpłynął negatywnie na ich życie. Było to spowodowane tym, że zostali poddani terapii, na której dokładnie im wytłumaczono, czego byli uczestnikami i świadkami.

Na koniec jeszcze w sumie taki trochę poruszający i lekko przerażający komentarz byłego więźnia nr 416 (2 miesiące po zakończeniu eksperymentu): „Zacząłem mieć poczucie, że tracę tożsamość. Tożsamość osoby, którą nazywałem „Clay”, osoby, która kazała mi iść do tego miejsca, osoby, która dała się w tym więzieniu zamknąć – bo to było dla mnie więzienie, i nadal jest. Nie uważam, że to eksperyment ani symulacja, bo to po prostu więzienie prowadzone przez psychologów zamiast przez państwo. Zacząłem mieć poczucie, że osoba, którą byłem i która kazała mi iść do więzienia, była mi obca – obca tak bardzo, że w końcu stałem się 416. Naprawdę byłem swoim numerem”

Kto by się spodziewał, że zwykły eksperyment może tak bardzo zmienić człowieka, prawda? Ziszczeniem tego eksperymentu były już prawdziwe wydarzenia z więzienia Abu Ghraib w Iraku(za rządów Husajna sprawował funkcje zakładu karnego, w którym brutalnie torturowano jego przeciwników), Zimbardo został wtedy oskarżycielem posiłkowym i wyjaśniał dlaczego tak a nie inaczej zachowywali się więźniowie i strażnicy, ale to już temat na inny wpis..

Cuda się zdarzają, czyli ŚW. Jan Paweł II!

Z racji niedawnej kanonizacji Jana Pawła II w wielu czasopismach, na wielu stronach internetowych wspominano o jego cudach, najbardziej spodobał mi się artykuł w „Tinie”. Kiedy papież dowiadywał się o powrocie do zdrowia osób, za które się modlił mówił „To nie ja czynię cuda, a Bóg. Ja go tylko o nie proszę”.

Te, które najbardziej mnie poruszyły:

  • Wybrzeże Kości Słoniowej, 1992 – Matka wysłała list do Jana Pawła II o chorobie swojego syna Aureliana, odpisał: „Kiedy wyzdrowieje, ma mnie koniecznie odwiedzić”, po 10 latach lekarze stwierdzili niewytłumaczalne ustąpienie ciężkiej białaczki, papież przyjął wtedy 20-letniego już Aureliana w Watykanie.
  • Polska, 2004 – Rafał z Lubaszowa chorował na raka węzłów chłonnych, w załatwieniu audiencji pomógł Stanisław Dziwisz, chłopiec kilka minut rozmawiał z papieżem, po powrocie do kraju choroba cofnęła się.
  • Australia – Emil Barbar urodził się z paraliżem mózgowym, lekarze mówili, że do końca życia będzie inwalidą, 1980 r mama przyjechała wraz z synek do papieża, ten kazał zamoczyć jego nogi w Lourdes, po wizycie w tym sanktuarium chłopiec zaczął stopniowo wracać do zdrowia.
  • Uleczona z Parkinsona – ten cud został oficjalnie uznany przez Watykan i umożliwił beatyfikację. Siostra Marie Simon-Pierre zachorowała na Parkinsona, traciła sprawność lewej ręki i prawej nogi, siostry modliły się za nią do papieża po 13 maja 2005 rok, 7 czerwca neurolog stwierdził zanik choroby.
  • Ojciec Pio – jeszcze jako biskup, co większość może kojarzyć z filmu „Człowiek, który został papieżem”, wysłał list do Ojca Pio z prośbą o modlitwę za swoją bliską przyjaciółkę Wandę Półtawską, u której lekarze stwierdzili raka, po przeczytaniu listu Ojciec Pio mówił: „Temu człowiekowi nie można odmawiać”. Tuż przed operacją badanie wykazało, że guz niespodziewanie zniknął, lekarka nie mogła w to uwierzyć.

Papież dokonał wiele cudów, już za życia, a po jego śmierci wierni na całym świecie zaczęli się do niego modlić. Wg ks. Sławomira Odera, przypadki cudownych uzdrowień odnotowano na każdym kontynencie oprócz Antarktydy.

Karol Wojtyła, był wg mnie naprawdę WIELKIM człowiekiem o WIELKIM sercu, mój ulubiony cytat: „Człowiek jest wiel­ki nie przez to, co po­siada, lecz przez to, kim jest; nie przez to, co ma, lecz przez to, czym dzieli się z innymi.” Gdyby każdy tak myślał, na świecie żyłoby się o wiele lepiej.

Jak wynaleziono penicylinę, czego boją się konie, chudy gigant, który władca był pomniejszany?

Z racji tego, że lubię sobie poczytać co nieco, postanowiłam pisać o różnych ciekawostkach ze świata czy niesamowitych historiach z życia wziętych, gdyż nie wszyscy mają czas na czytanie, wyszukiwanie w internecie, czy kupno jakiś gazet, a czasami warto po prostu wiedzieć parę rzeczy, o których nie mamy pojęcia na co dzień. Może a nóż kogoś to zaciekawi ;)

  • Wynalezienie penicyliny – było przypadkiem! Jak wiadomo, „wynalazł” ją Alexander Fleming, otóż hodował on różne szczepy bakterii na szklanych płytkach. Pewnego razu postanowił sobie trochę odpocząć, zrelaksować się, więc wyjechał na urlop, szczęście sprawiło, że zapomniał przykryć jedną z tych płytek i do pożywki dostała się pleśń, chciał już wyrzucić zapleśniałą płytkę, ale zobaczył, że obok niej bakterie na innych płytkach zostały zniszczone. I tak oto dziełem całkowitego przypadku powstała PENICYLINA, tak bardzo przydatna w naszym życiu.
  • Konie panicznie boją się… – i to jest właśnie bardzo ciekawa historia, która może nam się przydać jeszcze w przyszłości, chociaż.. oby nie! A dlaczego? Ponieważ konie boją się wielbłądów, wpadają w panikę w ich pobliżu, w sumie nic ciekawego na pierwszy rzut oka, prawda? Jednak niejaki cesarz Klaudiusz w 43 r. n.e. wykorzystał wielbłądy do wystraszenia oddziałów konnych, podobnie było podczas wojny między Persją a królestwem Lidii, właśnie dzięki wielbłądom perski król wygrał wtedy wojnę, wysłał je na pierwsze starcie, można powiedzieć, że za końmi aż się kurzyło na widok wielbłądów. Jak widać taka wiedza może nam się przydać w razie jakiejś wojny, chociaż wiadomo, lepiej, żeby nam się ona nie przydała. Aż nasuwa się, by zmodyfikować trochę stare powiedzenie „baba z wozu koniom lżej” na „wielbłąd przy koniu, koń w panikę”
  • Mierzył 267cm, a ważył 79kg, czy to możliwe? – Chociaż wydaje się to niewiarygodne, taki człowiek żył w latach 1868-1905, a nazywał się John Rogan, pochodził z Tennessee, zajmuje on drugie miejsce w rankingu najwyższych ludzi na świecie, niestety z powodu takiego wzrostu, nie mógł samodzielnie chodzić, poruszał się powozem ciągniętym przez kozy.
  • Pomniejszany władca – car Rosji Piotr I Wielki, ówcześni kronikarze podawali, że miał on ok. 203 cm, gigantów wtedy traktowano jak wybryki natury, przedstawiono ich na różnego typu jarmarkach jako „show” dla ówczesnej publiczności, dlatego mówi się nawet, że te „203 cm” to zaniżona miara. Przynajmniej teraz nikt nie będzie miał wątpliwości skąd taki a nie inny przydomek owego władcy Rosji.